ul. Bożego Ciała 26, 31-059 Kraków, tel. (+48) 12-430-59-95

Parafia Bożego Ciała w Krakowie

Zmarł Ks. Zenon Skóra CRL

kszenonskora

13 listopada 2015 r.  opatrzony Świętymi Sakramentami Kościoła odszedł do Pana

ś.p.

Ks. Zenon Skóra
Kanonik Regularny Laterański

 

Do Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich wstąpił w 1950 roku. Ślubami Zakonnymi związał się z Panem 28 sierpnia 1951 roku. Święcenia Kapłańskie przyjął 25 czerwca 1955 roku w Krakowie. Od tego czasu pokornie służył Kościołowi i Zakonowi w różnych częściach Polski m.in. w Rudniku k. Raciborza, Drezdenku, Rąpinie gdzie pełnił urząd proboszcza, Ełku i Kamieniu. Ostatnie lata swego życia kapłańskiego spędził w Krakowie a następnie w Bonifraterskim Centrum Rehabilitacji pw. Św. Benedykta Menni w Piaskach-Marysinie. Tam doświadczony krzyżem choroby i cierpienia zmarł.

 

19 listopada pożegnaliśmy Księdza Zenona Skórę CRL.

 Podczas Mszy Świętej pogrzebowej Homilię wygłosił Ks. Stanisław Więzik CRL [posłuchaj...]

 

Bóg zapłać za wzięcie udziału w uroczystościach pogrzebowych i prosimy o modlitwę w intencji Zmarłego Kapłana

Kanonicy Regularni Laterańscy
Rodzina

 

Ks. Zenon Skóra CRL, urodził się 23 sierpnia 1928 roku we wsi Dębowiec na Kielecczyźnie. Syn Kazimierza Skóry i Genowefy z.d. Winiarskiej. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Jastrzębnikach i Działoszycach. W okresie okupacji niemieckiej pobierał naukę na tajnych kompletach szkoły gimnazjalnej, którą ukończył już po wojnie w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Miechowie.

Naukę kontynuował w Kielcach w Liceum im. Św. Stanisława Kostki. Po wstąpieniu do Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich został skierowany do Ełku w celu ukończenia edukacji licealnej, gdzie złożył maturę w Liceum im. Stefana Żeromskiego. 28 sierpnia 1950 roku w klasztorze Bożego Ciała w Krakowie rozpoczął nowicjat, który zakończył wraz ze złożeniem pierwszej profesji zakonnej 28 sierpnia 1951 roku. Jako kleryk w Zakonie Kanoników Regularnych rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Po zlikwidowaniu Wydziału przez ówczesne władze komunistyczne kontynuował studia i ukończył je w Studium Teologicznym Ojców Dominikanów w Krakowie. Podczas studiów, 28 sierpnia 1954 r. w Uroczystość Św. Augustyna złożył Śluby Wieczyste.

Rok później, 25 czerwca w kościele Ojców Karmelitów Bosych w Krakowie z rąk Biskupa Franciszka Jopa przyjął świecenia kapłańskie. Po święceniach kapłańskich podjął posługę w parafii Bożego Ciała w Krakowie, gdzie pracował jako duszpasterz i katecheta. Kolejnymi miejscem posługi ks. Zenona stały się: Rudnik k. Raciborza, Drezdenko, Rąpin (w którym objął urząd Proboszcza), Ełk, Kamień i Kraków. We wszystkich parafiach wykazywał się wielką gorliwością i sumiennością w służbie Bogu i ludziom. Osiągnąwszy wiek emerytalny zamieszkał w Klasztorze Bożego Ciała w Krakowie gdzie mimo wieku i licznych chorób z wrodzoną sobie sumiennością podejmował obowiązki klasztorne i duszpasterskie. Pomimo różnorakich niedomagań związanych z wiekiem chętnie służył pomocą w pracy duszpasterskiej w różnych parafiach kanonickich w Polsce. Ostatnie lata swego życia kapłańskiego spędził w Krakowie a następnie w Bonifraterskim Centrum Rehabilitacji pw. Św. Benedykta Menni w Piaskach-Marysinie. Tam zaopatrzony w Święte Sakramenty Kościoła, po długiej i ciężkiej chorobie zmarł 14 listopada 2015 r.

Homilia wygłoszona przez Ks. Stanisława Więzika CRL

"Życiem ciała jest dusza a życiem duszy jest Bóg" - to św. Augustyn.
Ekscelencjo, Dostojny Księże Biskupie, Szanowna Rodzina i znajomi pogrążeni w smutku po stracie ŚP Zenona Skóry, Siostry i Bracia w życiu kapłańskim i zakonnym, siostry i Bracia w Chrystusie. Jesteśmy w miesiącu listopadzie po Uroczystości Wszystkich Świętych, po Wspomnieniach Wszystkich Wiernych Zmarłych. Może w tym miesiącu jakoś częściej idziemy na cmentarz, aby tam odwiedzać swoich bliskich, znajomych. Równocześnie i wtedy różna refleksja kręci nam się po głowie. Bo mówią, że właśnie w miesiącu listopadzie, kto umie go przeżyć, to ten potrafi dostrzec w śmieci wielką nadzieję. I może również żyć nadzieją. Jeśli sprowadzimy człowieka do wymiaru tylko horyzontalnego, do tego co można postrzegać empirycznie, życie utraci swój głęboki sens, a człowiek jest wytłumaczalny i znajduje swój najgłębszy sens tylko o tyle, o ile istnieje Bóg. A my wiemy, że Bóg przestał być odległy, zbliżył się do nas, wszedł w nasze życie i mówi: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie".

Siostry i Bracia w Chrystusie, Może płaczemy nad jego śmiercią, tak jak Jezus płakał przy grobie Łazarza. Może płaczemy nie tyle nad nim ale płaczemy nad sobą. Nad tym co w nas umarło. Co nam w nas samych umarło. Bo na pewno coś tu było - oto na zawsze i nieodwracalnie. Na początku tego roku w styczniu pochylaliśmy się na zwłokami ŚP Stefana Ryłko - profesora, a dziś w ten miesiąc listopadowy, w kończący się rok, pochylamy się nad trumną ŚP Zenona Skóry, naszego współbrata, kapłana. Nasze serca są przepełnione bólem. A szczególnie przeszło dwa i pół roku został dotknięty chorobą, cierpiał, bo nie mógł nawiązać kontaktu z otoczeniem. Kiedy go tam odwiedzałem to widziałem jaki był wielki, wysiłek z jego strony. Otwierał usta, żeby cos powiedzieć ale nie mógł. Wtedy w jego oczach był smutek. kim był ksiądz Zenon Skóra.

Urodzony 23.VIII.1928 w Dębowcu (to jest kielecczyzna) z rodziców Kazimierza Skóry, Genowefy z domu Winiarskiej. Szkołę Podstawową rozpoczął w Jastrzębnikach a następnie w Działoszycach. I tu znowu na przeszkodzie jego życia stanęła okupacja. W 1939 roku wojna, więc dalszą naukę pobierał na tajnych kompletach szkoły gimnazjalnej, którą ukończył w Miechowie. I tam zdał, jak to mówili dawniej, Małą Maturę. Potem wstąpił do Liceum Biskupiego im św. Stanisława Kostki w Kielcach. Było to tzw Małe Seminarium, aby tam dalej kontynuować swoją naukę i swoje średnie wykształcenie. No niestety znowu zostało przerwane. Bo oto władze komunistyczne (to był czas stalinowski, chyba najgorszy i najgłupszy czas w naszej ojczyźnie) zlikwidowały wszystkie małe seminaria i zlikwidowała wszystkie szkoły kościelne. Dlatego idąc za głosem swojego powołania nawiązał kontakt z Zakonem Księży Kanoników Regularnych tu właśnie w Krakowie przy kościele Bożego Ciała i wtedy został wysłany do Ełku aby tam mógł dokończyć swoje średnie wykształcenie. I zdobył egzamin dojrzałości w Liceum w Ełku im. Stefana Żeromskiego. Tam właśnie zdał maturę.

Po powrocie do Krakowa rozpoczął nowicjat 28 VIII 1950 roku. Po złożeniu profesji czasowej, po odbyciu nowicjatu rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. No niestety znowu przerwa, bo władze komunistyczne zlikwidowały wydział Teologiczny na Uniwersytecie Jagiellońskim, więc znowu musiał kontynuować swoje studia u Ojców Dominikanów w Krakowie. W 1954 roku złożył śluby wieczyste w Uroczystość św. Augustyna, a w rok później w 1955 przyjął święcenia kapłańskie z rąk Księdza Biskupa Franciszka Jopa w kościele Ojców Karmelitów Bosych na ul. Rakowickiej.

Pierwsze 3 lub 4 lata pracował jako katecheta i wikary przy kościele Bożego Ciała. Uczył również religii w Szkole nr 11 i równocześnie w Szkole Podstawowej nr 22 (to jest na terenie obecnej parafii św. Katarzyny).

W roku 1959 został wysłany do Rudnika koło Raciborza (to jest obecna Diecezja Opolska) gdzie równocześnie tam jeszcze w szkole uczył religii w Rudniku, Strzybniku. Ale niestety znowu władza nasza kochana wyrzuciła naukę religii ze szkoły. Kontynuował swoją pracę przy parafii św. Katarzyny w Rudniku. Może niektórzy się zdziwią co my właściwie mieliśmy w wspólnego z Rudnikiem w diecezji opolskiej. W 1939 roku jeden z naszych Księzy Kanoników Regularnych który studiował w Rzymie, a pochodził z Raciborza przyjechał do Polski bo otrzymał święcenia kapłańskie i aby odprawić prymicje. No niestety zastała go wojna. Już nie wrócił do Włoch ale pozostał na tym terenie tam w Raciborzu i wtedy tam w Rudniku rozpoczął pracę duszpasterską. A po 1945 roku prosił naszych przełożonych aby dali mu pomoc. I tam właśnie znalazł się ksiądz Zenon, gdzie pracował kilka ładnych lat. Również i wtedy tam w diecezji opolskiej, biskupem był Biskup Jop, ordynariuszem był Biskup Jop a w Krakowie był Arcybiskupem Edmund Baziak, który nie miał wspólnego języka z ówczesną władzą. W 1966 roku ŚP ks. Zenon obejmuje obowiązki wikariusza i katechety w Drezdenku to jest na terenie ziem zachodnich jak się to mówiło w diecezji gorzowskiej. A obecnie po reorganizacji struktur kościelnych na terenie Polski to jest diecezja Zielonogórko-Gorzowska. Do parafii Drezdenko należało kilka wiosek. Ks. Zenon trudził się w Drezdenku i Starych Bielicach. Tam uczył i duszpasterzował prawie przez 7 lat. 1973 roku obejmuje obowiązki w parafii Rąpin - to też należało do dekanatu drezdeńskiego, gdzie obejmuje obowiązki proboszcza, do której należały dwie dojazdowe miejscowości Grotów i Lubiatów. Tam proboszczował prawie przez 10 lat. Do Krakowa został przeniesiony w 1983 roku i tu pracował na terenie parafii Bożego Ciała. Tu spowiadał. Tu równocześnie angażował się w pracę duszpasterską nie tylko w Krakowie bo i w Kamieniu. Tutaj był zaangażowany o chorych ubogich. Zasze chętny i zawsze z poświęceniem pełniący posługę duszpasterską. Bo to był jego żywioł.

W kapłaństwie przeżył 60 lat a w życiu zakonnym około 67 jeśli doliczymy te czasy przebywania w Ełku, gdzie kończył maturę. A ostatnie 2,5 roku przebywał w szpitalu Bonifraterskim w Centrum Rehabilitacji w Piaskach Marysinie i tam po ciężkiej i długiej chorobie zmarł 14 listopada bieżącego roku. Tam w Marysinie u Ojców Bonifratrów miał bardzo dobrą opiekę - troszczyli się o niego. Ale niestety tam cierpiał. Ostatnio, kilka dni temu spotkałem się z Ojcem Marianem Bonifratrem, który również leżał w tym szpitalu w Marysinie, leżeli na jednej sali. Mówił, że bardzo cierpi ks. Zenon. Tak mu brak kontaktu - załamany jest. Chyba tu warto przytoczyć wątek z listy św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która pisała do swej siostry Celiny. "Jezus cierpiał ze znieczuleniem. Jeśli w duszy nie ma żadnego znieczulenia, czy wówczas cierpienie jest prawdziwe? czy mielibyśmy mieć cierpieć szlachetnie? Celino Jakaż iluzja. Świętość nie polega na mówieniu pięknych rzeczy ani nawet nie polega na myśleniu o nich, na ich odczuwaniu ale polega na tym by rzeczywiście pragnąć cierpieć. Chcieć cierpieć nie tak by nie szukać krzyża, ale by nie schodzić z drogi krzyża."

Ks. Zenon chyba przez te 2,5 roku na pewno nie schodził z krzyża, ale doznawał wiele utrapień. Gdy chodzi o ŚP ks. Zenona w swoim kapłaństwie pomimo wielu chorób, pomimo różnych wielu doświadczeń (bo zawsze mówił ile to ja mam chorób ile to mi dokucza), pomimo swojego wieku i różnych utrapień - zawsze był bardzo chętny z pomocą pracy duszpasterskiej. Zawsze zatroskany o sprawy duszpasterskie. Zatroskany o przyszłość wspólnoty zakonnej. Zatroskany o powołania. Jakże się cieszył, gdy ktoś wstąpił do naszej wspólnoty. Ile było w nim radości. Mówił, że jeszcze znowu mamy nowego. Bo to był zakonnik i kapłan głębokiej wiary, dziecięcej wiary. Człowiek modlitwy i pokory i ubóstwa. I naprawdę w tym stylu był wierny przez całe swoje życie. Wierny swojemu powołaniu Chrystusowemu. W swoim testamencie napisał: "Bogu w trójcy jedynemu niech będzie cześć i chwała, że mnie powołał do wiary świętej. W rodzinie głęboko wierzącej jako jednego z trzech braci" Bo przecież jego brat też był kapłanem. Już też świętej pamięci. Bo wiara to piękne połączeniu daru Bożego z pracą osobistą człowieka. Albo ten dar może być zmarnowany. Dlatego wiara wymaga pielęgnacji. Wiara rośnie tylko w pewnej określonej kulturze. Kulturze jakiejś rodziny a nie na dziko, bo na dziko rosną tylko chwasty i badyle. A w rodzinie ŚP ks. Zenona istniały wartości. I to była rodzina głęboko wierząca. I to właśnie wpisało się całkowicie w kapłaństwo ŚP zmarłego. Jako kapłan, jako duszpasterz, jako proboszcz był naprawdę zatroskany o swoich parafian. To wszystko leżało mu głęboko na sercu a przede wszystkim o wychowanie religijne dzieci dla których się poświęcał. A jego całe przygotowanie dzieci do I komunii św. to była dla niego wielka sprawa. Właściwie cała parafia, rodzice, dzieci musiała tym żyć. Równocześnie czuł się kapłanem w czasie sprawowania Eucharystii. Pamiętam, kiedy jeszcze po święceniach tu był w Krakowie, zawsze w niedzielę była Msza Święta konwentualna, w której uczestniczyli wszyscy kapłani, klerycy - wtedy on zawsze śpiewał prefację - to jeszcze było po łacinie. Był to rzeczywiście wspaniały koncert. Koncert na cześć Pana Boga. Miał przepiękny głos. Dalej, był zatroskany o udzielanie sakramentu pokuty i w ogóle innych sakramentów, a przede wszystkim zatroskany w swym duszpasterstwie z posługą do chorych.

Dalej, modlitwa do ks. zmarłego to nie było żadne jakieś tam ćwiczenie, ale modlitwa była życiem. I tej modlitwie był wierny. Wierny modlitwie chórowej a szczególnie wierny modlitwie różańcowej. A kiedy tu był w Krakowie w czwartki każdego tygodnia gdzie mamy całodzienną adorację Najświętszego Sakramentu - często go było można spotkać u stóp Chrystusa Eucharystycznego. Tu czerpał siłę i moc. A w swoim testamencie zwraca się do nas z prośbą abyśmy pamiętali w modlitwie do Pana Jezusa Miłosiernego. Sam bardzo często odwiedzał Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Tam przebywał bardzo często i chętnie chodził. Może jeszcze należy wspomnieć to, ze ŚP ks. Zenon miał również coś wiele wspólnego ze świętym Franciszkiem z Asyżu. Tak jak św. Franciszek był zakochany w przyrodzie - ŚP ks. Zenon - również. Zakochany był w przyrodzie, kwiatach zwierzętach i nawet był takim zielarzem na własny użytek. Znał się na ziołach, zbierał je, suszył, korzystał z nich, radził też innym jakich ziół użyć na takie czy inne dolegliwości. Równocześnie robił mi wiele nalewek. Nawet niektóre z nich były niczego sobie. I równocześnie był człowiekiem pokornym ubogim. A w pokorze ćwiczyło go życie, ale też i ćwiczyli go współbracia we wspólnocie zakonnej. Nie tylko współbracia bo i przełożeni. Stąd można przytoczyć słowa Karola de Fucold: "Ojcze tobie zawierzam. Rób ze mną co chcesz. Cokolwiek ze mną zrobisz, dziękuję ci. Jestem gotów na wszystko. Wszystko przyjmuję. Tylko niech twoja wola we mnie się stanie i we wszystkim coś stworzył, a niczego innego nie pragnę Boże mój" Kończąc pragnę na zakończenie równocześnie swojego testamentu żegna się ze współbraćmi, żegna się z rodziną, ze znajomymi i z ufnością patrzy i wierzy, że spotkamy się razem w niebie.

U św. Mateusza czytamy taki urywek: "Wysławiam Cię Ojcze Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom" - czyli ludziom o szczerym sercu i prostym umyśle, zdolnych do przyjęcia prawdy i miłości. A takim właśnie był ŚP ks. Zenon. Dlatego raduj się wiecznym szczęściem, współbracie, Bądź błogosławiony w Domu Ojca. Poprzez te ostatnie 2,5 roku wiele wycierpiałeś spoglądając na krzyż Chrystusa cierpiącego.